Dziecko i szkoła

Patrząc na dzisiejszą polską szkołę można się złapać za głowę. Naprawdę. To przykre, że dzieci musza się uczyć często rzeczy, które w najmniejszym stopniu się im nie przydadzą w późniejszym czasie. I nie mówię tutaj o matematyce, ponieważ ona jest tutaj najmniejszym problemem. Rozwija umysł, myślenie dziecka, pozwala na wytężenie jego szarych komórek, dlatego jest niezbędna. Ale polska szkoła znacznie różni się od szkoły, dajmy na to, angielskiej.

W Anglii jest tak – młodzi uczą się wszystkiego. Nie ma we wczesnym etapie podziału na informatyków, humanistów itp. Czyli tak samo jak w Polsce. Ale też dzieci mają w szkole rzeczy, o których się naszym polskim nauczycielom nigdy nie śniło – uczą się jazdy samochodem, gotowania, fryzjerstwa, chodzą na siłownię… po prostu mają podane na tacy kilka opcji, dzięki czemu łatwiej dziecku będzie zdecydować, co tak naprawdę je interesuje. Dziś w Polsce młodzi chłopcy nie wiedzą czy sprawdzą się jako informatycy, ponieważ w szkole grali w gry lub wykonywali podstawowe zadania. Za to uczyli się na przykład właściwości pierwotniaków, o których zapomnieli tuż po lekcji.

W Polsce zbyt mało jest zajęć praktycznych. Zbyt mało ćwiczeń, za to sama teoria. Dzieci nie mogą się wykazać zdolnościami we wczesnym etapie szkolnictwa. Nie mogą się sprawdzić. I często rodzice próbują tę lukę uzupełniać, jednak nie zawsze się da, bo przecież sami na tym systemie się opierali, więc odpowiednich umiejętności nie muszą wcale posiadać. Trzeba po prostu liczyć, że coś się zmieni.


Zobacz komentarze